Bo nie pójdziesz ze mną więcej na rower!

Podwarszawska urokliwa miejscowość. Park skąpany w popołudniowych promieniach jesieni. Bezpieczna, zielona okolica zdala od ruchu ulicznego. Chłopiec lat 5, Dziadek lat 55+. Mamy ten obrazek w wyobraźni? Teraz dodajcie sobie do chłopca rower, a co dziadka – no własnie, sama nie wiem, co. Pierwotnie chciałam napisać „do dziadka – brak empatii”. Ale skasowałam, bo nie chcę się uprzedzać i nadal chcę wierzyć, że każdy z nas (rodziców, dziadków, opiekunów) działa najlepiej, jak może dla dobra swoich dzieci, wnuków, podopiecznych.

Czego zatem zabrakło dziadkowi, że na pół parku krzyczał w niebogłosy do kilkulatka, że „nie pójdzie już z nim nigdy więcej na rower!” Co takiego wyczyniał przedszkolak, że załsużył na ten szantaż emocjonalny, czy jeśli wolimy delikatniej – próbę wymuszenia przerwania zachowania? Otóż mały rowerzysta jechał NIE TAM, gdzie Dziadek chciał/zaplanował. Tak, dokładnie słyszałam, bo stałam blisko. Nie, nie była to żadna sytuacja zagrażająca bezpieczeństwu, zdrowiu czy życiu, ponieważ cała akcja miała miejsce na środku wielkiego parku zdala od samochodów.

Chłopiec poszedł na rower z własnym dziadkiem – beztroska, bajkowa teoretycznie sytuacja. Do czasu. Do czasu aż chłopiec wybrał własny pomysł na trasę, aż nie zatrzymał się przy pierwszym upomnieniu dziadka, aż „zachował się niegrzecznie”. Przy pierwszym własnym wyborze idylla znika, zaczyna się „prawdziwe życie”. Życie po tytułem „nie będę cię kochać, jeśli nie będziesz robić tego co każe”. Na wyrost?

Mam dużo zrozumienia dla niecierpliwości dziadka – może nie ma siły nadążać za dzieckiem; może boi się, że ten faktycznie za szybko i za daleko odjedzie; może nie ufa w jego „kompetencje rowerowe”. Szukam w sobie empatii dla niego, bo zakładam, że musi być mu ciężko, skoro zwraca się do dziecka w tak nieempatyczny sposób. Najbardziej mnie martwi, że to jest poza świadomością: że dziadek nawet nie wie, że jest mu ciężko. Mógł w emocjach i braku innego rozwiązania postraszyć dziecko wizją spacerów bezrowerowych? Mógł. Tak był wychowany i dziadek, i pewnie nie jeden z nas. W sytuacji kryzysowej czerpiemy z tego, co mamy. Z wnętrza tego, w co wyposażyła nas własna rodzina/przeszłość. Dobieramy wypowiedzi spośród tych, którymi wypełniono nas.

A ja nie wiem, jak mu pomóc dziadkowi. Co powiedzieć, jak zagadać, aby ulżyć i jemu, i dziecku.

Przychodzą mi do głowy rozwiązania, których mu nie damale mogę je spisać, może pomogą mi samej, kiedy za jakiś czas sama będę zbyt zmęczona, aby nadążać za dzieckiem i być może uda mi się to zauważyć. Idąc na spacer w mogę wszak wziąć łatwiejszą do ogarnięcia niż rower hulajnogę; albo zamiast sprzętu ruchomego – piłki lub paletki do odbijania.

Wracając do chłopca…

Dziecko kocha, jest przywiązane, naturalnie lubi i potrzebuje być blisko opiekuna. Dlatego zdanie „bo nie pójde z Tobą więcej na rower” albo „bo nie pójdziesz więcej ze mną…” tak dobrze działa. Mamy miłość, mamy szantaż. Mocne słowa proszą o wybaczenie. Nierzadko bezsilność wobec niełatwej (albo takiej, którą jako niełatwą oceniamy) sytuacji podpowie opresyjne reakcje. Miejmy tego świadomość i dajmy sobie prawo do błędów. Ale wiedzmy, że w relacji z dzieckiem takie zdania ranią. A przecież celowo nie chcemy chyba nikogo ranić, zwłaszcza własnego dziecka. Tylko wspomniana świadomośc doprowadzi nas do zmiany. Tylko wola bycia innym niż właśny krzyczący dziadek czy przemocowy (choćby słownie) rodzic przekona nas do ćwiczenia „na sucho” różnych reakcji na dziecięce nieposłuszeńtwo czy własne zdanie (na które nie każdego dnia będziemy mieć taka samą wyporność 🙂

I na koniec propozycja działania, która u nas sprawdza się wspaniale: otóż w każdym tygodniu staram się zapewnić dziecku takie spacery, podczas których może w pełni decydować: dokąd idziemy, gdzie skręcamy, którędy zawracamy, kiedy i jak długo stoimy w miejscu licząc liście, kasztany czy chmury. Oprócz takich spacerów tydzień obfituje w inne – podczas których to ja dowodzę, zapraszam do zmian, inicjuje zmiany tras. Obie formy są potrzebne, każda uczy czegoś innego o relacji i (współ)decydowaniu.

To mit, że „jak raz dziecku pozwolimy decydować to już zawsze będzie chciało”. To działa raczej przeciwnie: jak  co jakiś czas damy dziecku decydować, to co jakiś czas ono da decydować nam – bez nadmiernego oporu, a na zasadach współdzialania. Tego ostaniego też trzeba się uczyć. Wspołdzialnie choć wrodzone (Juul) wymaga wprawy i nieustannego ćwiczenia.

What did i doPS dla zwierzolubów

Ze zwierzętami, a zwłaszcza psami jest bardzo podobnie. Warto i z nimi spacerować w niejednorodny sposób: rodzaje spacerów mogą być co najmniej 4. Jeden rodzaj to taki, podczas którego to my decydujemy o trasie (zważając na psie próby i potrzeby znaczenia terenu, czy spraw toaletowych. Drugi spacer, kiedy dajemy psu wolność wyboru (wcześniej sprawdzając teren pod kątem resztek jedzenia czy niebezpiecznych placów budowy). Trzeci rodzaj to spacerek realizowany w trybie mieszanym (czyli raz o kierunku skrętu decyduje pies, innym razem ja, nagradzając psa za współpracę). Czwarty pomysł to spacerowanie podczas szkolenia, gdzie teren, trasa i napotykane przedmioty są elementami zaplanowanymi przez trenerów z psiej szkółki (wówczas psa wolność realizowana jest w bezpiecznym i stymulujacym środowisku). Dostarczanie różnych bodźców naszemu pupilowi pomoże mu spełnić różne potrzeby; a spełniony pies to bardziej współpracujący towarzysz.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s